Artykuły

O relacjach w rodzinie, czyli dlaczego nie musimy codziennie ze sobą walczyć

Rodzina to nie pole bitwy, a przestrzeń do życia i rozwoju. Choć może się wydawać, że codzienne konflikty są nieodłącznym elementem życia domowego – szczególnie, gdy w grę wchodzą dzieci, obowiązki i zmęczenie – to jednak wcale nie musi tak być. Kluczem do zdrowych relacji nie są rygorystyczne zasady ani niekończące się negocjacje, ale szacunek, autentyczność, odpowiedzialność i bezpieczeństwo. Co za tym idzie, wzajemna miłość i zrozumienie, a także akceptacja tego, iż wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo do błędów, słabości, zmęczenia, stresu, ale i realizacji swoich potrzeb, dbania o siebie, mamy prawo też do odpoczynku i bycia tylko ze sobą. Grunt, to się dogadać. Tylko jak to zrobić?

Relacje rodzinne to nie gra o władzę

Nasz ulubiony Jesper Juul w swoich książkach: Rodzic jako przywódca stada oraz Życie w rodzinie stawia tezę, że rodzina nie powinna być oparta na hierarchii rozumianej jako dominacja dorosłych nad dziećmi. Owszem, rodzice pełnią funkcję przewodników – są liderami stada, przywódcą, ale i podążają za i wyznaczają kierunek, w którym powinno zmierzać dziecko. Nie oznacza to jednak, że mają rządzić przy użyciu siły, manipulacji, gróźb, kar czy strachu. Całą sztuką jest przewodzić mądrze, odpowiedzialnie i z szacunkiem dla drugiego człowieka, dla dziecka również, bo dzieci są ludźmi i nie muszą walczyć o to, by nimi być. Oni nimi są! Być może jest to kluczowe, by zrozumieć, na czym polega odpowiedzialne przywództwo. Według Juula, wiele codziennych konfliktów w rodzinie wynika z tego, że rodzice próbują wygrać za wszelką cenę – postawić na swoim, przekonać, zmusić lub wychować dziecko według gotowego modelu, nie dopuszczając przy tym  do głosu głównego zainteresowanego – dziecka, nie respektując jego „nie”, nie szanując jego zdania, nie biorą pod uwagę, że dziecko faktycznie może nie mieć ochoty, może mieć zły dzień, może nie chcieć obiadu – zupełnie tak samo, jak my – dorośli. Tymczasem dzieci nie potrzebują doskonałych wychowawców, tylko autentycznych, stabilnych dorosłych, którzy potrafią zadbać o siebie i o relację, którzy potrafią się dogadać. Często oczekujemy od dzieci współpracy, ale czy sami potrafimy z nimi współpracować? Czy tylko narzucamy najlepsze naszym zdaniem rozwiązania i scenariusze? Rodzic nie musi być idealny. Wystarczy, że będzie wystarczająco dobry i będzie potrafił przyznać się do błędu. – Tak niewiele trzeba, by rodzice stali się życzliwi, rzeczowi, stanowczy, ale przy tym uważni.

Szacunek zamiast posłuszeństwa

W tradycyjnym modelu wychowania posłuszeństwo dziecka było uznawane za główną cnotę. W pedagogice Juula zrywa się z tym podejściem i proponuje nową perspektywę – budowanie relacji na wzajemnym szacunku. Nie chodzi o to, by z kolei dzieci rządziły rodziną, ale by były traktowane jako pełnoprawni członkowie wspólnoty. Szacunek oznacza uważność na potrzeby drugiej osoby, komunikację bez przemocy i gotowość do słuchania – także tego, co niewygodne. Jeśli dziecko mówi „nie chcę”, to nie znaczy, że jest niegrzeczne. To sygnał, że coś w relacji lub sytuacji nie działa. Szacunek to też umiejętność przepraszania. W tradycyjnym modelu wychowania, które królowało w latach 70, 80 i 90 – może też wcześniej i później – tylko dziecko musiało przepraszać. Czasami zupełnie bez powodu. Za to, że nie chce jeść, chce bajkę, chce kupić słodycze w sklepie. I za wiele innych „przewinień”. A czy my, dorośli jesteśmy pełni szacunku do dziecka? Czy my potrafimy przeprosić, kiedy w nerwach i stresie krzykniemy, zagrozimy czy zwyczajnie nam „się uleje”? Szacunek jest wartością, na której można budować dobre rodzinne relacje. Szacunek do dziecka to też dawanie dobrego przykładu poprzez swoje postępowanie. Jeśli my wymagamy, by dziecko teraz i natychmiast posprzątało swój pokój – zastanówmy się, czy jak my jesteśmy zajęci czymkolwiek, to teraz i natychmiast rzucamy tę czynność (zwykle przyjemną i rozrywkową, jak książka czy serial w telewizji) i rzucamy się w wir obowiązków domowych? Ile razy słyszałaś od dziecka „zaraz przyjdę, no zaraz, jeszcze chwila!”? A teraz zastanów się, ile razy Ty tak odpowiedziałaś, kiedy to ono prosiło Cię, byście razem się pobawili, porysowali czy pogonili się po ogrodzie? Dzieci są ludźmi takimi, jak my. Szacunek w relacji to elementarna podstawa.

Autentyczność zamiast wychowawczych masek

Zamiast odgrywać rolę idealnego rodzica czy twardego szefa, warto być sobą – także wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani czy popełniamy błędy. Dzieci uczą się relacji przez obserwację. Jeśli widzą, że rodzic potrafi powiedzieć: Przepraszam, byłem niesprawiedliwy – uczą się, że przyznanie się do błędu nie jest porażką, lecz aktem odwagi. Nie wychowujemy dzieci, kiedy próbujemy nimi kierować, ale kiedy jesteśmy dla nich sobą. – twierdzi Juul. Bycie autentycznym – czasami zmęczonym, w złym humorze pokazuje dziecku, że jesteśmy ludźmi – z wadami, ze zmianami decyzji, z niepewnością. To pokazuje i uczy dziecko, że można czegoś nie wiedzieć, że można prosić o pomoc i można czasami nie mieć racji. Taka postawa buduje relację pełną zaufania i bliskiej więzi. Daje poczucie bezpieczeństwa i buduje pozytywną wartość u dziecka, które nie musi cały czas być idealne i dorównywać idealnym dorosłym. Ściąga to z niego ogromny ciężar i pozwala na bezpieczne budowanie relacji, a co za tym idzie zaufania do rodziców, tego, że ono też zawsze może poprosić o pomoc.

Rodzina jako wspólnota, nie system kontroli

Współczesna rodzina często wpada w pułapkę kontrolowania każdego aspektu życia dziecka: ocen, zachowań, emocji. Tymczasem, jak podkreśla Juul: zdrowa rodzina to nie fabryka wychowawcza, tylko wspólnota, w której każdy ma swoje miejsce i może być sobą – zarówno dziecko, jak i dorosły. Stałe kontrolowanie zachowań albo co gorsza narzucanie postępowania, rozwiązań może doprowadzić do negatywnych skutków. Pisaliśmy o tym więcej w artykule Jak nasze myślenie może nas zwodzić. W rodzinie nie chodzi o to, by wygrać spór, ale by nauczyć się słuchać i być słyszanym. Codzienne konflikty nie są nieuniknione – są sygnałem, że coś wymaga uwagi, głębszego przyjrzenia się relacji. Zamiast walczyć, można zacząć rozmawiać. Po prostu. Dialog jest podstawą relacji. Zamiast narzucać – zaprosić do współpracy. Relacje rodzinne nie są wolne od trudności – i nie powinny być. Jednak zamiast codziennej walki o rację, warto postawić na dialog i empatię. Wychowywanie dzieci to nie wojna, lecz wspólna podróż, w której każda strona – i dorosły, i dziecko – ma coś ważnego do powiedzenia. Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców. Potrzebują ludzi, którzy traktują siebie i innych z szacunkiem.

 

Bibliografia:

J. Juul, Życie w rodzinie
J. Juul, Rodzic jako przywódca stada

 

Nasz newsletter!