Artykuły

Rodzic i dziecko. Jak się związać na dobre i na złe?

Im bardziej godna zaufania jest figura przywiązania jako bezpieczna przystań, za tym bardziej oczywistą się ją uważa, lecz – niestety – im bardziej jest ona oczywista, tym bardziej pomija się jej istotne znaczenie i o nim zapomina. – John Bowlby napisał te słowa w latach 70. Niesamowite jest to, jak wybrzmiewają nadal. Więź przywiązania między rodzicem a dzieckiem stanowi fundament dla dalszego rozwoju emocjonalnego, społecznego i psychicznego dziecka. Skąd w ogóle bierze się więź? Jest wrodzona! Tak, dzieci przychodzą na świat z niezawodnym instynktem i doskonale wiedzą, czego potrzebują do rozwoju, czego potrzebują, by przetrwać. Dlatego noworodki domagają się ciągłej obecności mamy, bliskości, przytulania i karmienia. Czują się wtedy bezpieczne, a bezpieczeństwo pozwala im przetrwać i się rozwijać. Dzieci tę potrzebę bezpieczeństwa i bliskości niosą w sobie i po prostu instynktownie potrzebują więzi, by… przetrwać. Tę więź budujemy z własnym dzieckiem w momencie narodzin, nie wiedząc jeszcze, jak ogromne ona ma znaczenie, ale i przy tym, jak bardzo więź jest naturalna. Od jakości tej relacji zależy nie tylko poczucie bezpieczeństwa malucha, ale także jego przyszłe relacje z innymi ludźmi, sposób radzenia sobie ze stresem oraz zdolność do samoregulacji. Teoria przywiązania, zapoczątkowana przez Johna Bowlby’ego, została szeroko rozwinięta i dziś stanowi ważny obszar psychologii rozwojowej. Dzięki temu możemy zrozumieć nasze dziecko i jego potrzeby.

Co to więź?

Więź to niewidoczna emocjonalne nić, w specyficzny sposób łącząca dwoje ludzi ponad czasem i przestrzenią – pisał Bowlby. Więź powstaje, kiedy są spełniane potrzeby. Wieź powstaje w istotnych, często trudnych sytuacjach. Więź powstaje wtedy, kiedy dziecko doświadcza ze strony rodziców czystego wsparcia i pocieszenia, kiedy my rodzice – dostrzeżemy dziecko. Bo jeśli dziecko – najpierw małe – jest ignorowane, ignorowany jest jego krzyk i płacz, kiedy próbujemy wypracować określone zachowania, jak przykładowo „grzeczne” samodzielne zasypianie, karanie – to więź zanika. I tak, dziecko staje się grzeczne, ale nie dlatego, bo jego potrzeba więzi zniknęła, ale dlatego, by znów nie zostać odrzuconym. Więź wspiera uczenie się dziecka przez naśladowanie i przykłady. To druga zasada tworzenia więzi, dzięki której dziecko uczy się zrozumienia, jeśli je również dostaje, uczy się miłości, jeśli ją otrzymuje. Przywiązanie oczywiście zmienia się – jak potrzeby – wraz z wiekiem. Ale jest to na tyle silna emocjonalna więź, bowiem kształtuje się między dzieckiem a opiekunem, zazwyczaj w pierwszych miesiącach życia zupełnie nieświadomie i naturalnie. Jej zadaniem jest zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa oraz dostępu do „bazy”, z której może eksplorować świat. W książce Wild Child, Patrick Barkham opisuje dzieci wychowywane poza głównym nurtem społeczeństwa, podkreślając, że niezależnie od stylu życia, to jakość relacji i obecność emocjonalnie dostępnego opiekuna decydują o poczuciu bezpieczeństwa dziecka: Nie chodzi o to, ile masz rzeczy, ale ile masz czułości i uwagi – pisze mądrze Barkham.

Style przywiązania

Więź to nie wszystko. Bezpośrednio z więzią i jej tworzeniem się, tworzą się też style przywiązania. Wzorce te są przekazywane z pokolenia na pokolenie i czasami trudno wyjść poza konkretny wzorzec, bo nie zawsze wypracowany styl przywiązania jest bezpieczny i dobry dla rozwoju dziecka. Ale zawsze można go zmienić. Mamy na to cały życie, ale wymaga to pracy – głównie względem siebie i z sobą samym. Przerwanie wzorca zawsze, absolutnie zawsze jest możliwe i zawsze warto taką próbę podjąć. Kiedy rodzice w okresie swojego dzieciństwa nawiązywali bezpieczne relacje oparte na więzi ze swoimi rodzicami, możemy stwierdzić, iż z dużym prawdopodobieństwem stworzą też bezpieczną więź ze swoimi dziećmi. Dziecko z bezpiecznym stylem przywiązania ufa, że opiekun będzie dostępny w razie potrzeby. Czuje się swobodnie, by eksplorować świat, wiedząc, że może wrócić do „bezpiecznej bazy”. Takie dzieci są zazwyczaj bardziej pewne siebie, empatyczne i otwarte na relacje. Ten styl nazywamy bezpiecznym stylem przywiązania. Jak go zbudować? Czułością i konsekwencją, odpowiadaniem na potrzeby dziecka, nie ignorowaniem ich. Budowaniem rutyny i przewidywalnością, która daje dziecku stabilność i pewność. I najważniejsze – emocjonalną dostępnością zawsze – w tych trudnych momentach zwłaszcza.

Jeśli czujecie, że coś tutaj szwankuje i Wasz styl przywiązania nie jest bezpieczny, warto pracować nad tym, by przerwać wzorzec. Pozabezpieczne style przywiązania nie są zaburzeniem więzi, one po prostu mniej sprzyjają naturalnemu rozwojowi dziecka, niż styl bezpieczny, do którego warto dążyć. Jakie style jeszcze wyróżniamy? Styl przywiązania lękowo-ambiwalentny, czyli taki, w którym dziecku otrzymuje podwójne komunikaty. Dziecko nie jest wtedy pewne, czy może liczyć na opiekuna zawsze i wszędzie, czy tylko czasami. Bywa nadmiernie przyklejone do mamy lub zaniepokojone separacją, często reaguje emocjonalnie, a jego potrzeba bliskości przeplata się z frustracją. W takim stylu przywiązania często codzienne, zupełnie normalne sytuacje, jak upadek z huśtawki stają się dramatami. Przykład? Proszę bardzo! Maluch spadł z huśtawki i płacze. W stylu lękowo-ambiwalentnym zachowanie rodzica można opisać tak: rodzic przybiega, oferuje pomoc i wsparcie, ale… chwilę później zaczyna krzyczeć „Tyle razy mówiłam, żebyś uważał na tej huśtawce, żebyś tak nie robił!” Efekt – ponowny płacz dziecka i ponowna histeria. Odpowiedź rodzica: „No chodź, już dobrze, jestem tutaj! Ale błagam nie wycieraj tych smarków w bluzkę!! Zrozumiałeś?!” Efekt końcowy jest taki, iż mamy niepocieszone dziecko, zagubione w tym co może, a czego nie. Dziecięcy system przywiązania praktycznie płonie i krzyczy, bo nie ma stabilności. Takie dzieci często reagują złością i gniewem na powrót mamy, bo z jednej strony chcą się do niej przytulić, a z drugiej wyrywają się z jej objęć. Przejmują całym sobą te same zachowania rodziców.

Jak w tym stylu starać się budować jednak bezpieczną bazę? Warto unikać zmienności w odpowiedziach, warto pokazać dziecku, że jesteśmy – zawsze, nie wybiórczo i przede wszystkim – to praca dla nas – warto uczyć się regulować swoje emocje, przyjrzeć się im, by lepiej odpowiadać na emocje dziecka.

Na koniec styl unikający. Ten powstaje przede wszystkim przez określone i powtarzające się na co dzień interakcje z rodzicami. Jak to wygląda po każdym upadku dziecka? „Ach, przestań, nic się nie stało, nie dramatyzuj!” Dziecko w ten sposób uczy się, iż jego potrzeby są ignorowane i nie będą zaspokajane, dlatego wycofuje się z relacji. Może wydawać się niezależne, ale często tłumi emocje i nie wyraża potrzeby bliskości. Niestety, ale to ten styl przywiązania dominuje. Bo jest mocno zakorzeniony w naszych społeczeństwach. Twarde i surowe wychowanie, brak okazywania emocji to jeszcze nie tak dawno była norma w wielu domach. I niestety – jak trauma pokoleniowa – przechodzi dalej. Taki sposób wychowania nie jest właściwy, bo wychowanie i rodzicielstwo to nie poligon wojskowy. Dzieci potrzebują rodziców, jak swojej bezpiecznej przystani, do której mogą wrócić na spokojnych wodach i w czasie największej burzy. Dlatego będziemy powtarzać jak mantrę: zachęcaj dziecko do wyrażania emocji, nie ignoruj ich, nie bagatelizuj uczuć dziecka i nie oceniaj. Po prostu bądź, twórz taką przystań, która będzie pełna pomocy i bezpieczeństwa, do której sama chciałabyś zawinąć.

Na całe życie!

Więź przywiązania ma wpływ na całe nasze życie, nie tylko na krótkie tu i teraz jakim jest dzieciństwo. Osoby z bezpiecznym stylem przywiązania łatwiej budują relacje, są odporne psychicznie i lepiej radzą sobie w sytuacjach stresowych. Model więzi przywiązania nie jest kolejną teorią, to nasza codzienność, nasza rodzicielska praktyka, nasze postępowanie względem naszych dzieci. To, jak reagujemy na płacz dziecka, jak odpowiadamy na jego potrzeby i jak budujemy z nim relację, wpływa na jego całe życie. Kluczem do budowania bezpiecznego stylu przywiązania jest obecność, empatia i emocjonalna dostępność. Nawet w trudnych okolicznościach, odpowiedzialna i pełna miłości relacja może być fundamentem dla zdrowego rozwoju. Dzieci potrzebują przygód, tak samo jak czułości. Ale to miłość i zaufanie stanowią dla nich kompas – P. Barkham.

Bibliografia:

Barkham, Wild Child. Coming Home to Nature, Londyn 2021
E. Retz, Ch. S. Bongertz Wild child, czyli naturalny rozwój dziecka. Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby, Szczecin 2022

Nasz newsletter!